Karolina i Przemek • Sesja Ślubna • Podgórze
Sesja ślubna w Górach Orlickich – trzy dni wolności
Chodźmy jeszcze na tamtą łąkę. Zmęczeni, z pełnymi kartami, wracaliśmy już do pokoju. Sesja poślubna z końmi, w górach. Właściwie wszystko już było na kartach. Ale coś ciągnęło dalej – pod las, w górę zbocza.
I dobrze. Bo najlepsze kadry powstają wtedy, gdy plan się kończy i zaczyna się intuicja. Gdy para czuje się swobodnie, nie pozuje, nie gra. Po prostu jest sobą.
Fotografia ślubna bez ustawiania
W INWHITE nie ustawiamy par do zdjęć. Nie kreujemy sztucznych sytuacji, po których za kilka lat patrzy się na fotki i myśli – co to kurwa było? Zamiast tego idziemy razem, rozmawiamy, szukamy momentów. Prawdziwych. Takich, które mają sens za 5, 10, 20 lat.
Karolina i Przemek to para, z którą sesja poślubna rozłożyła się na trzy dni. Ranczo w Górach Orlickich, konie biegające po łąkach, czyste powietrze i ostatnie ciepłe dni jesieni. Nie było planu minutowego. Był czas, przestrzeń i zaufanie. Polubiliśmy się bardzo – zdjęcia były tak naprawdę tylko dodatkiem do spotkania.
Sesja poślubna w plenerze – kiedy czas pracuje na korzyść
Sesję poślubną można zrobić w 15 minut i będzie piękna. Ale można też rozłożyć ją na dni. W szczególnym miejscu, w atmosferze wolności i spokoju, pojawia się coś, czego nie da się zaplanować. Stado koni, które biegnie w waszą stronę na zboczu góry. Światło, które zmienia się z minuty na minutę. Spojrzenie złapane w ostatniej sekundzie.
To właśnie robimy w INWHITE. Podążamy za intuicją i za parą. Dokumentujemy to, co się dzieje naprawdę. Efekt? Zdjęcia, do których wracacie z uśmiechem, bo przypominają prawdziwą historię – nie sesję fotograficzną.
Plener ślubny w górach – dlaczego warto
Góry dają to, czego nie da żadne studio. Przestrzeń, ciszę, dramatyczne światło i poczucie, że świat się zatrzymał. Sesja ślubna w Górach Orlickich, Bieszczadach czy Świętokrzyskiem to coś, co zostaje na całe życie. Nie jako kolejny folder ze zdjęciami, ale jako wspomnienie prawdziwej przygody.
Planujecie sesję ślubną w górach lub plener w wyjątkowym miejscu? Napiszcie do nas – porozmawiajmy o tym, jak opowiemy Waszą historię.
Marta i Maciek • Sesja Lifestyle • Zakopane
Kawa, pogaduszki i sesja w pościeli.
Marta i Maciek – siostra cioteczna z którą ganialiśmy się jako małe szkraby. Do Nowego Sącza wpadałem na wakacje, chodziłem z rodzicami po górach. Nić z biegiem lat się zerwała. Kontakt powrócił niedawno. Spotkaliśmy się już jako dorośli ludzie na zjeździe rodzinnym. Iskra pojawiła się od nowa. Podjęcie decyzji kto będzie fotografował ślub i wesele, podobno przyszło łatwo (tak mówią). Nastał rok 2017 i wiosną umówiliśmy sesję w Tatrach. Zabraliśmy dzieciaki, wynajęliśmy wspólny domek (nie pierwszy raz z parą młodą, pierwszy raz para młoda jest rodziną 🙂 Domki z Duszą i gościna Pana Jana rozbrajają nas za każdym razem). Długa kolacja która trwała do późnych lub wczesnych godzin. Opowiadaliśmy o sobie, przypominaliśmy historie z dzieciństwa, rozmawiali o sprzęcie fotograficznym. Nikt nie pamięta czy spać kładliśmy się późno w nocy czy wcześnie rano.
Jak zwykle obudziłem się pierwszy. Pokrzątałem po pokoju, cicho by nie budzić dzieci zszedłem do kuchni po kawę. Wstawiłęm czajnik i czekałem. Może zrobimy zdjęcia w łóżku? Teraz? – zalążek pomysłu pojawił się w głowie. Szybka kalkulacja, złożenie koncepcji w całość, chwila rozmowy z domownikami, aparaty w pogotowiu i tak rozpoczął się dzień zdjęciowy. Nie wychodząc z łóżka, chwilę po pobudce (oczywiście bez przesady, umyliśmy się, trochę przygotowali) sfotografowaliśmy pierwszy rozdział tej cudnej sesji. Zobaczcie.
Sesja Plenerowa • Dolina Kościeliska • Tatry
Spacer w tempie i sesja nad Smreczyńskim Stawem.
Grupa się rozdzieliła. Dzieciaki z Martą i Mają zostały przy strumieniu a my ruszyliśmy w górę. Dolina Kościeliska – jedna w najczęściej odwiedzanych w Tatrach. Gdzieniegdzie przystanęliśmy na kilka fotografii, jednak tempo było wysokie ze względu na porę roku i szybko kończący się dzień. Do Smreczyńskiego Stawu dotarliśmy na dwie godziny przed zmierzchem. Nie było to tak łatwe jak przypuszczaliśmy, im wyżej tym lód dawał się nam we znaki. Widoki i spokój miejsca w którym znaleźliśmy się na końcu ścieżki, zrekompensowały cały trud. Spędziliśmy miło kolejnych kilkadziesiąt minut i wróciliśmy do reszty naszej grupy. Zrobiło się ciemno gdy wsiadaliśmy do aut na parkingu.
Sesja narzeczeńska w miejscu trochę na uboczu, prawie bez turystów, no i tak przejmująco pięknym. Miejscu które od głównej trasy turystycznej dzieli zaledwie 40 minut spokojnym marszem. Nie trzeba wcale daleko szukać, takich miejsc w Polsce mamy pod dostatkiem. Wystarczy się rozejrzeć lub trochę poszukać w pamięci. Ja akurat do Smreczyńskiego Stawu trafiłem gdy jako dorastający chłopak spędzałem ferie z rodzicami w górach. A Wy jakie macie szczególne miejsca. Może się tam wybierzemy wspólnie?






























































































